Artur Barciś Show i pewne urodziny

Sama nie wiem, od czego zacząć i na czym skończyć. Przystanek Choszczówka ukończył roczek. Był tort marchewkowy. Zasługa Cateriny z Wałuszewskiej. Przepyszny. Zjadłam, nie kryję, dwa kawałki. Najpierw mały, potem duży, bardzo duży. Goście dopisali. Było gwarno i tłoczno. Niestety nikt nie wpadł na pomysł, by Przystankowi „Sto lat” zaśpiewać. Trzeba to będzie w przyszłości nadrobić. A wszystko to działo się w Dzikim Zakątku w minioną środę, czyli 25 listopada. Ostatni Przystanek w tym roku, czyli Artur Barciś Show.

Artur Barciś, czyli Arciś, jak to się ongiś ślicznie przejęzyczyło naszemu Prezesowi, Błażejowi Małczyńskiemu, zaprosił sąsiadów z Choszczówki na swój „Show”.  Dobrze mieć takiego sąsiada. Można się pławić w odbitym blasku. Za każdym razem, gdy napomknę w towarzystwie, że na naszej Choszczówce mieszka Artur Barciś, wzbudzam zainteresowanie i wywołuję charakterystyczne, pełne uznania, kiwanie głowami. Niestety z reguły prawie natychmiast pada pytanie krytyczne: Mieszka obok was? Tuż obok? No, cóż wspólnego płotu nie ma i muszę ujawnić, że sąsiedztwo jest trzeciego, a może czwartego stopnia. Nawet nie wiem dokładnie, gdzie na tej Choszczówce pan Barciś mieszka. Ale to już czas przeszły!!! Tak było, a co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Obecnie mogę śmiało obwieszczać: Tak, to nasz sąsiad. W  środę zostałam do tego upoważniona. Oficjalnie zostaliśmy nazwani przez pana Barcisia sąsiadami. Wszyscy z Choszczówki. Adres też został ujawniony. Wiem, ale nie powiem.  

Co prawda trochę mi się pan Artur Barciś kiedyś naraził. Pewnego razu w cukierence przy Majorki szukał „słodkich nastrojów” i niestety nie skorzystał z mojej rady, płynącej z głębi mych osobistych kubków smakowych. Zachęcałam go do zakupu porcji tortu pomarańczowego, a on nie posłuchał i wybrał inną opcję. Trudno, jego strata. Jego „sypka”.    

Gawędziarz, żartowniś, piosenkarz, aktor. Przede wszystkim aktor. Nauczyciel dykcji. Zdobył publiczność od pierwszej chwili.  Wytłumaczył, czym są „sypki”, czyli aktorskie wpadki. Zaprezentował swój artystyczny życiorys, na poły oficjalny, na poły intymny. No, może przesadziłam: w trzech czwartych – oficjalny, w jednej czwartej – mniej oficjalny. W całości okraszony humorem. Przeplatany anegdotami. Niezrównana opowieść o tym, jaką rolę odegrała szafa, stojąca w szkolnym korytarzu, w rozwoju jego wczesnodziecięcej motywacji do zostania aktorem. Nie tyle może szafa, co przemyślenia na tej szafie dokonane. Kto ciekaw szczegółów, niech pyta.  Wspomnienie egzaminu do Łódzkiej Szkoły Filmowej. Opowieść o szukaniu pracy w warszawskich teatrach. Stołecznych, jakby nie było. Zabawne opisy spotkań z ludźmi, którzy na jego widok, np. na widok jego młodzieńczej chudości, wzdychali: O Boże!!! A że takich ludzi w życiu aktora było bez liku, to mamy ewidentny dowód na to, że statystyki nie kłamią. Polacy są wierzącym narodem.

Aktorowi towarzyszył zaprzyjaźniony zespół muzyczny. Z Gorzowa. Widać było komitywę. Atmosfera i na scenie, i na widowni była wspaniała. Zachwyciły mnie wykonania piosenek. Aktorski recital. Pokaz możliwości naszego sąsiada. Co piosenka, to inna kreacja. Nie w sensie dosłownym, bo cały czas była ta sama marynareczka i ten sam kapelusz, ale za każdym razem w tej marynareczce i w tym kapeluszu, śpiewał ktoś inny, inny Artur Barciś. Umie to robić, a jak trzeba to i „zagrać siebie”, myślę, potrafi.

I tak minął kolejny niezwykły wieczór na Przystanku Choszczówka. Pora podziękować sąsiadowi w swoim i sąsiadów imieniu. Bardzo pięknie dziękujemy. Chętnie znowu wpadniemy.  

P.S. Podziękowania tym większe, że wszystko to ze strony pana Artura Barcisia było pro publico bono, a właściwie pro Choszczówka bono.

3 comments on “Artur Barciś Show i pewne urodziny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *