Pora na miłość

stage-1248769_960_720Dawno,  dawno temu, bo w XVI-XIX stuleciu, mieliśmy teatry dworskie, czyli prywatne sceny na dworach, ale także w salonach warszawskich. A teraz, od dni zaledwie kilku, mamy teatr domowy.  I to u nas. Na Białołęce. Swoją działalność zainaugurowała właśnie „Domowa Scena Teatralna na Cudnych Manowcach”. Piszę „zainaugurowała”, bo liczę na ciąg dalszy. Chcę tym słowem „zaczarować” gospodarzy i sprawić, by rzecz kontynuowali.

A tak swoją drogą, ile trzeba mieć fantazji, ile odporności na rozgardiasz, ile zacięcia organizacyjnego i logistycznych uzdolnień, by zaryzykować i wystawić we własnym salonie, a jak kto woli we własnym pokoju dziennym, pełen spektakl teatralny dla nieprzewidywalnej liczby widzów. Zaproszenie otwarte, a takie wystosowano, to przecież ryzyko, że do drzwi zaczną dobijać się tłumy złaknionych sztuki teatralnej sąsiadów i przyjaciół, a także przyjaciół sąsiadów i sąsiadów przyjaciół.  I tak się zresztą  stało. Było nas dużo. Na szczęście miejsca starczyło, jako że mili gospodarze, Anetta i Radek Czapscy, wybudowali dom niezwykły, bo „rozciągliwy”. I prawdziwie gościnny.

Na „Domowej Scenie” wystawiono komedię: Czas na miłość. Obserwowaliśmy parę małżonków z dwudziestokilkuletnim stażem, skutecznie wskrzeszających w swoim związku namiętność. Zagrali, i to bardzo przekonująco, Marzanna Graff (autorka scenariusza) i Aleksander Mikołajczak. Po sąsiedzku zagrali. Zabawa była przednia, a bezpośredniość kontaktu widzów i aktorów okazało się wspaniałym katalizatorem śmiechu. A poza tym, przed i po spektaklu, było mnóstwo okazji do poznawania się, dyskutowania i konsumowania rozlicznych składkowych kulinariów.

Myślę, że  „Domowa Scena Teatralna na Cudnych Manowcach” ma szansę odegrać dużą rolę w naszej lokalnej społeczności. I integracyjną, i kulturotwórczą. I że w okolicach „Sceny” zrodzi się wiele „cudnych” pomysłów. 

6 comments on “Pora na miłość

  1. Faktycznie „teatr domowy” ma swoje konotacje. Pamiętamy ten Teatr Domowy, który zrodził się w stanie wojennym i w latach 80. przygotował kilka, a może nawet kilkanaście, przedstawień*. Był odpowiednikiem koncertów organizowanych w mieszkaniach prywatnych w okresie okupacji. Rola tych teatrów była niebagatelna. Przedstawienia „Domowego Teatru” wystawiono kilkaset razy. Szacunki mówią o ponad trzydziestu tysiącach widzów. Różne miasta, różne domy, różne mieszkania, różne, raz lepsze, raz gorsze, warunki. Bywało też groźnie. Na przykład we Wrocławiu. Widzów zatrzymano, przesłuchano, właściciel domu, w którym grano spektakl, zapłacił wysoką grzywnę. Ten teatr wzorował się na koncepcji koncertów domowych w okresie okupacji niemieckiej.

  2. W latach 30. XX wieku mój Dziadek Ignacy Kupiecki próbował w Choszczówce stworzyć kukiełkową scenę ogródkową dla dzieci. Niestety, po tym jak ubrał Babę Jagę w kawałek starego szlafroka Babci, nowa świecka tradycja upadła…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *