Zbawienne ósemki

characters-1036501_960_720Nareszcie znalazłam coś obiecującego. Dość swobodna wersja „leniwych ósemek” Paula Dennisona. Taka w ciemno, bo z zamkniętymi oczyma. W sam raz dla mnie. Terapia nie wymaga pieniędzy, ani wysiłku. Utrę uszu moim okulistom. Wyrzucę okulary. Udowodnię, że te wszystkie teorie na temat starzenia się wzroku funta kłaków są niewarte. Chcieć to móc, a dokładniej: ćwiczyć to widzieć.

Polepszysz swój wzrok, a jeśli, póki co, jest z nim wszystko w porządku i nie ma co polepszać, to zachowasz go w takiej samej sprawności na długie lata. Musisz tylko ćwiczyć. Systematycznie, czyli codziennie. Siadasz sobie wygodnie (choć stać też możesz), zamykasz oczy, a następnie czubkiem nosa nakreślasz w przestrzeni ósemki. Tak jakbyś chciał/chciała je narysować na umieszczonej przed tymże nosem tablicy. Ważne, aby zaczynać raz od prawej strony od góry, drugi raz od prawej do dołu, a potem od lewej do góry, a jeszcze potem od lewej do dołu. Lub odwrotnie. Mózg nie lubi monotonii, bo traci wówczas swoje uniwersalne możliwości. Tetryczeje, a jak kto woli, sztywnieje.

Ile takich ósemek zaliczyć? Napisali, że im więcej, tym lepiej. Można zacząć od setki, a dojść do czterystu. Nie trzeba w jednym ciągu. Można w każdej wolnej chwili. Rano setka, potem na przystanku (pociąg się spóźnia) – kolejna. A jeszcze potem w kolejce w supermarkecie – trzecia tego dnia. Póki sił starczy.

Przystąpiłam do ćwiczeń ochoczo, choć od razu pojawił się problem: jakie mianowicie mają być te ósemki – leżące czy stojące? Leżące wychodzą mi tak jakoś płynniej, zgodnie z regułą, że zazwyczaj wolę leżeć niż stać. Tyle, że mocno trzeszczy mi w karku i dziwnie trzaska w uszach. Hipoteza, że to wzrok mi się tak intensywnie, czyli hałaśliwie poprawia, mało mi się wydaje trafna. Innej niestety nie potrafię sformułować. Przy ósemkach stojących ruchy są jakieś takie toporne, a ósemki wychodzą dziwnie kanciaste. W uszach i karku trzeszczy tak samo.  I znowu nie wiem, kompletnie nie wiem, jak to zinterpretować. Czy, jak idzie trudniej, to lepiej; czy odwrotnie – im trudniej, tym gorzej?  Dobre lekarstwo zazwyczaj bywa niesmaczne, ale z drugiej strony – źle dobrane może człowieka wykończyć.

Odkładam te wszystkie dylematy na bok i kreślę ósemki. Jak tylko sobie o nich przypomnę, czyli nie za często. Oczy jak oczy. Za bardzo poprawy nie widać, ale pogorszenia też nie ma. A zresztą, myślę sobie, jaką mam gwarancję, że bez tych ósemek byłoby tak samo? Tak samo dobrze, albo tak samo źle?

Niestety zaczyna mnie boleć szyja i muszę od kilku dni robić dodatkowe ćwiczenia rozluźniające mięśnie karku. Przełyk też jakoś dziwnie reaguje, a w dodatku nie daje się, uparciuch, rozluźnić. Zapał do ósemek nieco mi słabnie. Zwłaszcza, odkąd zauważyłam, że ludzie zaczynają mi się tak jakoś dziwnie przyglądać. Zwłaszcza w tramwaju. A ja przecież po prostu przymykam oczy i rysuję ósemki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *