Co słychać w Oczyszczalni Czajka?

dymWiatry od Czajki niosą wyraziste, ale niepopularne na Choszczówce aromaty. Kilka razy dziennie, a także w nocy, po prostu śmierdzi. Znowu, bo już przecież śmierdziało z rzadka. Źródło wydaje się oczywiste, bo zapach znajomy. Nazywam go pozdrowieniem od Czajki. I znoszę z godnością i wyrozumiałością. W imię czystej Wisły i wolnego od zanieczyszczeń Bałtyku.

Niektórzy sąsiedzi też znoszą, a w dodatku uruchomili mechanizm idealizacji.

–No i co z tego, że śmierdzi. Wiesz, ja prawie nie czuję. A poza tym tak tu ładnie na Choszczówce. Coś za coś.

Inni są, co prawda, są mniej wspaniałomyślni, ale bezradni. To się też mądrze nazywa: bezradność wyuczona. Czy się denerwujesz i protestujesz, czy się nic nie robisz i siedzisz cicho – efekt ten sam.

- Śmierdzi. Pewnie, że śmierdzi. Na szczęście tak jakby coraz mniej – mówią.

Tyle tylko, że w ostatnich dniach coś się nowego dzieje. Ten radujący mieszkańców efekt zanikania emisji smrodu ulega odwróceniu. Pojawia się efekt nasilenia smrodu. Na dodatek, przejeżdżając obok oczyszczalni, zobaczyłam na jej terenie sterty gruzów i w moim dociekliwym umyśle pojawiło się pytanie: dokąd Czajko zmierzasz? Co burzysz, a co nowego budujesz? I czy to coś rzeczywiście ma prawo być budowane?

Poszperałam w Internecie i niestety niewiele znalazłam. No, jest wyjątek, dokument datowany na czerwiec tego roku, z którego wynika, że we wrześniu ma być ukończona modernizacja Czajki, tej największej ekologicznej inwestycji  stolicy ostatnich lat. Niewiele. I w związku z tym, czy ktokolwiek wie, co się w Czajce dzieje?  Na czym ta planowa końcówka polega?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *