Szkoła pod pierogiem, na dodatek na Jabłoni

brush-2179849__340Szkoła Rysunku i Malarstwa na Jabłoni. Ulica Podgórna. Sobotnie przedpołudnie. Wernisaż młodych artystów – uczniów Szkoły. Rozpiętość wieku twórców: od maluchów do pełnoprawnej młodzieży. Atmosfera ciepła. W bufecie – truskawki. Twórcy przejęci. Ich rodzice również. Pozostali goście – życzliwi. Największy luz prezentuje duży biały pies krążący wytrwale wśród wystawionych dzieł. Misza ma na imię. Zainteresowany sztuką, a jakże. Naprawdę widziałam, że długo, z zadumą, przyglądał się wyrazistemu, bardzo realistycznemu portretowi czarnego kocura. Nie warczał. Pies, oczywiście. Dla porządku dodam, że kot nie miauczał. Choć wyglądał tak, jakby miał na to ochotę.

Ceremonia prezentacji dzieł przemyślana. Każdy z młodych twórców ma swoje „pięć minut”. Oczywiście w przenośni, bo czasu nikt nie mierzy. Pan Nauczyciel, czyli Edmund Dudek, przedstawia artystę, który dzielnie staje przy swoich, bardzo profesjonalnie rozwieszonych dziełach. Krytyki się nie boi. Chyba, że troszeczkę.  Wspólnie omawiają prace. Pani Nauczycielka, Małgosia Małczyńska, skutecznie wspomaga dzieł analizowanie, dorzuca ciepłe uwagi, a na koniec wręcza uczniom pędzle.  Zwyczajne, ale pamiątkowe. Wieńczące rok pracy. Dzięki tym pędzlom ma miejsce swoiste pasowanie na ucznia klasy starszej. Kolejny krok do zdobycia malarskiego fachu zrobiony.

Dzieciaki są wciągane w rozmowę. Takie trochę mini wywiady funduje im Pan Nauczyciel. 

 - Czy jesteś zadowolona? W ilu procentach się udało?

- W 20% – odpowiada skromnie Zosia. I mniej skromnie dodaje – Ale kaktusy (narysowane ołówkiem) udały się w 100%. 

I rzeczywiście kaktusy są wspaniałe. Sprawdziłam na stronie Szkoły.

Ksawery opowiada o tym, że rysując roboty, posługiwał się modelem. Ustawiał go w różnych pozycjach. Odwzorowywał ułożenie kończyn. Jego siostrzyczka, Pola, dobrze radzi sobie z kolorystyką. Świetnie uchwyciła zwierzę w skoku.  Zosia jest zafascynowana kolorami. I my to widzimy, czujemy. Apetyczne, zmysłowe są jej prace. Piotrek rysuje historie. Opowiada. Najważniejsza zdaje się akcja. Jest też prawdziwa mistrzyni asocjacji, Marta, i jej interesująca praca oparta na skojarzeniu bluszczu z zegarem (też do obejrzenia na stronie szkoły).

Imponuje dzieło Julity z balonikiem w roli głównej. Zarówno jego przesłanie, jak i wykonanie.  Julita jest też autorką intrygującego obrazu przedstawiającego głowę ludzką. Zapytana o pracę, z której jest zadowolona, wskazuje na tę głowę właśnie i informuje, szczerze, bez ogródek:

-Ta praca jest fajna. Nie miałam pomysłu. Zaczęłam paćkać. A potem wymyśliłam, żeby tylko głowę zrobić.

I jak tu nie wierzyć w rolę intuicji w twórczości.  Nie sposób też nie wspomnieć o pacynce „Pan Edek z fabryki kredek” autorstwa Julity. W ogóle niealuzyjnej.

I jeszcze jedna imponująca wypowiedź:

- Co najładniejsze (w domyśle: w twoich pracach)?

- Ramki są najładniejsze – odpowiada skromnie jedna z autorek.

Są na wystawie niezłe kopie. Na przykład te autorstwa Oli. Są eksperymenty z materiałem, jak przyciągająca uwagę głowa konia – jedna z prac Kasi. Są w jej wykonaniu i inne prześliczne zwierzęta. Gotowe ilustracje do bajek. Trzeba by je tylko napisać. Są prace Kajetana. I jego precyzja, dbałość o szczegóły. Dążenie do realizmu. Zadziwia dobre, jak na jego wiek, opanowanie schematu rysunkowego. Dobrze rokujące. I wielość zainteresowań tematycznych. To on właśnie namalował  „Urodzinowego kota”, obraz który zafascynował jedynego psiego gościa na wernisażu. Przyciąga wzrok  mroźna zima namalowana przez Martę. I jej rysunek poświęcony florze i faunie, tej najbardziej bezpiecznej i kolorowej. Subtelna, emocjonalna twórczość Marysi. Groźne urwisko. Tajemniczy pokoik. Unoszące się w powietrzu ptaki. Ograniczone w locie kanciastymi gałęziami, a mimo to wolne, swobodne. I jeszcze precyzyjne, urokliwe, delikatne rysunki Magdy. Jest też Maja i jej abstrakcyjne, mocno dekoracyjne obrazy. Dojrzałe prace Oli. Śliczny domek, do którego chciałoby się pojechać, i to od razu, na wakacje.  Wyrazisty, bardzo kolorowy „Kogut”.

Uczniowie Szkoły na Jabłoni się lubią. To widać, słychać i czuć. Szkoła jest ważna, o szkole się nie zapomina. Dowodem – obecność na wystawie Sonii, absolwentki Szkoły, a obecnie uczennicy Liceum Plastycznego.

Nauczyciele cieszą się, że ich podopieczni potrafią współpracować, doradzać sobie nawzajem, pomagać jak trzeba. Widać, że młodzi artyści nie zadowalają się byle jakim efektem. Liczy się wytrwałość i pracowitość. A to cnoty przecież dość rzadkie w tej grupie wiekowej.

Jeśli wierzyć psychologom, że najlepszym zwiastunem talentu plastycznego u dzieci jest nieprzemijająca chęć rysowania, to na Jabłoni z talentami mamy do czynienia. A jeśli chodzi o samą szkołę, to diagnoza jest oczywista. Szkoła na Jabłoni to wypisz wymaluj „szkoła pod pierogiem”. Kto nie czytał „Szkolnych przygód Pimpusia Sadełko” Kownackiej, temu przypomnę, że chodzi o szkołę, do której: (…) młode kotki na naukę, biegły jakby na zabawę”.

P.S. Był jeszcze mini recital gitarowy sympatycznego Adama. I zdobywanie chaszczy ogrodowych. I wiele rozmów. I dużo fotografowania. I wspaniałych wakacji wzajemne sobie życzenie.  Jeśli w natłoku wrażeń coś pomieszałam, pogubiłam – przepraszam. Sprostowania chętnie zamieszczę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *